Jak to jest z tą wdzięcznością?

with Brak komentarzy

Praktykowanie wdzięczności z rana, jeszcze przed wstaniem z łóżka, gdy na pół przytomnie leżę pod kołdrą potrafi ustawić cały dzień. Wiele osób mi to polecało. Z zamkniętymi oczami powtarzam za co jestem wdzięczna. Czasem przychodzi to łatwiej, dziś było trudniej, bo ciągle pamiętałam dziwny sen i byłam nim przytłoczona.

Naszła mnie natomiast taka refleksja, że w dzisiejszym świecie, przeładowanym informacjami, przedmiotami i sumie tak na prawdę wszystkim, bardzo trudno być wdzięcznym. Na jawie czy we śnie jesteśmy najzwyczajniej w świecie przytłoczeni.

Naukowcy zbadali, że nasi pradziadkowie przyswajali przez całe życie tyle informacji, co my przez 3 miesiące!

Ile mniej przedmiotów też używali na co dzień. Pare pokoleń wstecz nie było pralek, zmywarek, a nawet odkurzaczy dawniej samochodów itp., itd.. Teraz mamy te wszystkie urządzenia i traktujemy je jak coś oczywistego. Po angielsku powiedziałoby się zgrabnie "we take it for granted". Mamy też wokół siebie ludzi, bez których nasze życie nie byłoby takie samo.

Rodzi się przywiązanie

Ba, nawet możemy od czasu do czasu czuć wdzięczność za te pozytywne osoby obok nas i przeróżne rzeczy, ale czy też nie czujemy złości i frustracji, gdy oni lub one nie spełniają naszych oczekiwań? Gdy nas zawodzą? Chodzi o przywiązanie... Uważamy, że to wszystko po prostu nie ma prawa się zepsuć. Ani ludzie ani sprzęty.

Nauki wschodu i nie tylko mówią, żeby się nie przywiązywać. A jednak robimy to nagminnie. Do tego stopnia jesteśmy przywiązani, że odczuwamy lęk przed stratą. I tak projektujemy to co może się wydarzyć w przyszłości.

Kiedy dokładamy lęk

A zdarzyło Ci się kiedyś niecieszyć z czegoś, co ktoś inny nazwałby sukcesem, popsuć bardzo szczęśliwy moment, bo bałeś się zapeszyć.

Ja miałam tak, gdy dostałam kredyt. Niby szczęście, bo będzie mieszkanie, ale też i obawa, bo co będzie jeśli stracę płynność finansową, itp., itd. Ale czy to były moje myśli i obawy, czy to nie były zasłyszane historie i to nawet nie od moich najbliższych.

Mimowolnie dodałam do radości lęk, wyimaginowane scenariusze jak w sumie może być trudno i że w każdej chwili mogę to stracić. Raczej wtedy nie powiedziałabym już, że czuję szczęście.

Między przeszłością a przyszłością

Kiedyś usłyszałam opis Wojciecha Eichelbergera jak funkcjonuje ludzki umysł.

Wyobraźmy sobie strumyk, dość wąską rzekę. Jej nurt jest w miarę wolny, płynie sobie miarowo, czasem trochę przyśpiesza, potem wraca do normy. Jak nasze życie.

Na wodę spadają listki i tak na nich przepływają nasze doświadczenia, chwila po chwili.

Teraz możemy na jednym brzegu wyobrazić sobie, że jest przeszłość. Dużo wspomnień, niektóre miłe, inne nie. Czasem wspomnienia są bardzo bolesne, są też urazy, o których wolimy niepamiętać, ale nie da się ich skutecznie zagłuszyć.

Znowu na drugim brzegu tej rzeczki jest przyszłość - wszystkie nasze plany a razem z nimi wielkie oczekiwanie, czasem pośpiech, często też lęk... Rozwiązujemy problemy, rozważamy co się stanie jeśli postąpimy tak a nie inaczej, analizujemy i przetwarzamy co będzie dla nas dobre a co złe.

A rzeczka po środku płynie.

Eichelberger powiedział, że większość czasu spędzamy zazwyczaj nigdzie, w rozkroku na brzegach tej rzeki, między przeszłością a przyszłością.... a życie przepływa niezauważenie.

Tu i teraz

Wdzięczność jest piękna i może być bardzo istotna w zmianie całego życia, jeśli pozwolimy sobie na bycie TYLKO tu i teraz.

Jeśli więc chcesz ćwiczyć wdzięczność skup się na tej malutkiej chwili, która trwa. Wtedy zaczniesz dostrzegać te drobne rzeczy, za które czujesz wdzięczność. To jest właśnie esencja mindfiuness.

Wdzięczność nie polega na codziennym doszukiwaniu się spektakularnych sukcesów. I każdy decyduje sam za siebie. Tego ćwiczenia nie można zrobić źle, bo nikt Cię nie będzie oceniał, chyba, że twój wewnętrzny krytyk. Powiedz mu wtedy, że i za niego jesteś wdzięczna, bo starał się Ciebie chronić. I rozejrzyj się wokół siebie bez żadnego porównywania.

Po prostu bądź.

Leave a Reply